poniedziałek, 20 lipca 2015


Niby wszystko świetnie i zajebiście, gdyby nie fakt, że już jutro idę na ten pieprzony koncert Justina "boskiego" Bieber'a. Mama przekonała mnie tylko jedną kwestią, że po tym całym cyrku Lili będzie przez cały wyjazd rodziców pod opieką babci, a ja będę miała dom dla siebie. To tylko to skłoniło mnie do podjęcia tak ciężkiego wyboru. W końcu są wakacje, a ja nie będę siedzieć na dupie i pilnować ośmioletniego bachora, bo oni mają jakiś pojebany wyjazd na tydzień. To będzie najlepszy czas, będę robić wszystko co mi się podoba bez kontroli moich przewrażliwionych rodziców.
- Mamo, o której jest ten chory cyrk? - pytałam już od niechcenia.
- to nie żaden cyrk!- zapiszczała Lili
-och. No tak to wielkie jedno pośmiewisko , w którym niestety biorę udział z jednego powodu. Ciebie Lili! Jesteś chora psychicznie na punkcie tego idioty. I nie myśl sobie, że jak pójdę na jego chory występ to moje nastawienie do tego czuba się zmieni.
- zobaczymy - szepnęła z myślą że tego nie usłyszę i tu się myliła. Jednak postanowiłam się już nie odzywać.
- o 17. Masz być gotowa na 16 i razem z ojcem was tam zawiedziemy wczesniej, bo chcemy aby Liliana miała zdjęcie z Justinem.
- Tak wszystko dla naszej kochanej Lili - zapiszczałam chamsko i wyszłam z kuchni, bo nie mogłam już słuchać ich ględzenia o tym posranym koncercie.

Obserwatorzy